Tyle wolności, ile reklam?

Wirtualna Polska przywitała mnie takim komunikatem:

Nie ma wolności bez reklam?

Fakt, miałem włączonego AdBlocka, ale nie sądziłem, że w ten sposób dokonuję zamachu na wolność polskich mediów. Wiem, na czym polega ten biznes, wiem, że finansowanie prasy z samej sprzedaży dostępu do artykułów jest niemożliwe. A jednak twierdzenie, że oglądanie reklam daje mediom wolność jest przewrotne.

Reklamy nie biorą się z kosmosu, tylko od reklamodawców, a reklamodawcy idą tam, gdzie nikt nie narusza ich interesów. Szanse na duże kontrakty z dużymi reklamodawcami mają redakcje, które nie podejmują kontrowersyjnych tematów, mylą artykuły sponsorowane z obiektywnym dziennikarstwem. Mówiąc wprost: nie podskakują kluczowym klientom.

W polskich warunkach kluczowi klienci to między innymi spółki Skarbu Państwa. Gdzie zamieszczają reklamy? Można się przekonać na każdej stacji benzynowej i w Internecie.

Więc jak to jest z wolnością i reklamami? Nie ma biznesu bez reklam – to prawda. Ale przychody wydawcy nie gwarantują, że zechce skorzystać z wolności, którą teoretycznie dają mu pieniądze z reklam. Śmiem twierdzić, że jest wręcz przeciwnie.

A Wy? Uważacie, że reklamy są fundamentem wolności prasy?