Stajnia Augiasza

Nie wiem, ilu rodziców zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda system edukacji w Polsce. Nie szkoła, tylko system: z regulacjami prawnymi, uwarunkowaniami ekonomicznymi, politycznym zaangażowaniem, kształceniem nauczycieli, doskonaleniem umiejętności zawodowych. Zakładam, że jest do dość wąskie grono a spory odsetek wśród „świadomych rodziców” stanowią nauczyciele, których potomstwo akurat jest w wieku szkolnym.

Piszę to po trzygodzinnym szkoleniu na temat oceniania w szkole. Szkoleniu, z którego nie wyniosłem żadnych korzyści, może poza wzrostem świadomości w zakresie bałaganu w polskiej oświacie. Dzisiaj tylko o tym wspominam, za chwilę północ, a ja mam jeszcze co najmniej dwie godziny pisania. W miarę możliwości będę podrzucał „perełki” z własnego i cudzych podwórek. Tak w ramach wzmacniania społecznej świadomości…

Wrastanie w nowe miejsce

Od września przenieśliśmy się poza Kraków, mamy nadzieję, że na stałe. Moim zdaniem było warto: cisza, spokój, czyste powietrze, zupełnie inny zakres domowych obowiązków (doszło rąbanie drewna, odśnieżanie, grabienie, koszenie i inne, równie przyjemne i odświeżające).

Gdybyście planowali podobną zmianę, mam kilka nieśmiałych sugestii. Dzisiaj pierwsza: nie da się żyć okrakiem pomiędzy wsią i miastem. Jeśli masz dzieci, przenieś je do wiejskiej szkoły. Pracy pewnie na zawołanie nie zmienisz, ale pomyśl o tym w jakiejś rozsądnej perspektywie.

Dowiedz się, gdzie w okolicy są solidni: elektryk, hydraulik, mechanik samochodowy, wulkanizator, kominiarz, lekarz. Zrób rozpoznanie pobliskich sklepików, przy czym niech „pobliski” oznacza „znajdujący się w którejś z 5 – 10 najbliższych miejscowości. Poszukaj sklepów na miejscu. jazda do miasta kiedy potrzebujesz kupić kilogram gwoździ albo łopatę do śniegu nie ma sensu.

Rozmawiaj z sąsiadami, pytaj ich o wszystko, pomagaj w miarę możliwości. Nie pozwól lokalnemu proboszczowi, żeby wszedł Ci na głowę. Nie ulegaj próbom wymuszenia zmiany stylu życia.

Na dzisiaj tyle.

Hitler był w sumie spoko, przynajmniej dla Niemców…

Usiłował mnie o tym przekonać uczeń 2 klasy gimnazjum, skądinąd dość rozsądny chłopak. Zakładam, że cytowaną opinię przejął od kogoś, z kim wcześniej dyskutował w domu, albo w szkole.

Z jednej strony to dobrze, bo istnieje nadzieja, że uczeń jednak się opamięta i zmieni zdanie na temat Adolfa H. Z drugiej strony przeraża poziom argumentów i popularność tej opinii wśród młodzieży w wieku 13 – 14 i starszej. Bo ten uczeń nie jest jedynym wyznawcą teorii o zasługach Hitlera.

A argumenty? Hitler obronił Niemcy przed emigrantami, zwłaszcza (uwaga!) Turkami i Żydami. Poziom intelektualny tej wypowiedzi jest żaden, za to szkodliwość wielka. Bzdura osiada w bezkrytycznych umysłach dzieciaków i jest przekazywana z ust do ust. Jak z tym walczyć? Podobnych idiotyzmów na temat emigrantów i rzekomych zagrożeń dla białej, chrześcijańskiej Europy można usłyszeć znacznie więcej.

Walczę z tym, wyjaśniam, rozmawiam ale odnoszę wrażenie, że jestem na straconej pozycji. Bo przecież koledzy wiedzą lepiej…

Emigrować?

Na Facebooku wspominałem o emigracji, chcę ten wątek rozwinąć.

Najsilniejszej motywacji dostarcza mi stan państwa polskiego. Pieniądze, możliwość zarabiania wielokrotności polskiej średniej krajowej działają na wyobraźnię, ale zbyt słabo, żeby mnie ruszyć z miejsca. Najlepszy dowód: ciągle tu jestem. Zmiany w państwie to co innego.

Boję się, że w ciągu najbliższych 10 lat Polska zostanie ukształtowana przez  nacjonalistów, ignorantów, megalomanów (nie mylić z melomanami!). Że w czasie, kiedy moje Dzieci będą wchodziły w dorosłość będą poddawane presji i szykanom: za otwartość umysłów, ciekawość świata, odrzucanie dogmatów, przywiązanie do wolności osobistych.

Obawiam się, że polska 2027 roku będzie krajem zniewolonym, zacofanym, z częściowo zdemontowanymi organami państwa. Stanie się sceną permanentnych kłótni, politycznych rozgrywek, bezsensownych sporów. Zabawką w rozgrywkach Wschodu z Zachodem. Niezależnie od tego, co na zewnątrz, możemy przekroczyć cienką granicę, która jeszcze dzieli nas od przejścia do policyjno-zamordystycznego  stylu rządzenia.

Kiedyś napisałbym, że trzeba zostać i walczyć, na pohybel skurwysynom. Ale mam 44 lata i zbyt dokładnie potrafię oszacować szanse powodzenia  sprzeciwu. Wiem, że nie potrafimy się dogadać, planować i konsekwentnie działać. Nauczyliśmy się żyć w świecie wywracanym do góry nogami w czteroletnim cyklu wyborczym i nie chcemy tego zmieniać.

W 1989 z kolegami plakatowaliśmy Przemyśl przed pierwszymi wolnymi wyborami (mam jeszcze komplet plakatów zwiniętych w rulonik). Gdzie dzisiaj jesteśmy? Spodziewaliśmy się tego, co mamy? Kilkoro wylądowało za granicą, niektórzy jakoś ustawili się w kraju, inni w rządowych mediach (tak, Adrian, szybko przeleciały te lata).

Czy za 10 lat zamkniemy przeklęty krąg? Czy nasze dzieci znowu będą się cieszyły z powrotu wolności nieświadome, że za następnych 20 – 30 lat po raz kolejny to wszystko co wywalczą trafi szlag?

Myślę, że są dwie drogi. Utopijna: zebrać grupę osób obojętnej narodowości i zbudować gdzieś na świecie nowe państwo według wspólnie ustalonych reguł. Wykonalna: wyjechać tam, gdzie mieszkają ludzie, którzy już teraz nieźle się ze sobą dogadują i tworzą stabilne, bezpieczne, przyjazne i uczciwe państwo. Przed każdym przymiotnikiem wypadałoby postawić „w miarę”…

Powrót Gablotki

Zacznijmy od krótkiego wprowadzenia (ktoś z Was czyta wstępy lub wprowadzenia w książkach?!).

Otóż pomysł na Gablotkę wpadł mi do głowy bardzo dawno, domenę zarejestrowałem 31 stycznia 2001. To zawsze miał być osobisty blog, współwymyślony przez Mżonkę. W ciągu tych 12 lat zdarzały się okresy zwiększonej aktywności, ale większą część czasu domena pozostawała prawie nieużywana.

Stare wpisy diabli wzięli przy okazji przeprowadzek między serwerami. Może coś tam zostało na jakimś dysku z kopią zapasową, ale nie mam teraz czasu szukać backupu. Może kiedyś „samo się znajdzie”. Nie chcę rezygnować z domeny, więc logicznie rzecz biorąc powinienem ją jakoś zagospodarować. No więc zagospodarowuję po raz wtóry.

Dlaczego nie dam sobie spokoju i nie pozostanę przy Facebooku albo innym Google+? Z kilku powodów: chcę zachować pełne prawa autorskie do mojej pisaniny oraz ewentualnych fotografii i filmów, chcę mieć kontrolę nad udostępnianymi treściami, chcę mieć możliwość swobodnego pisania bez obawy o zablokowanie konta w ogłaszania „nieprawilnych” (jak to mówią na dzielni) treści. To chyba większość przyczyn, a w każdym razie najważniejsze z nich.

Nie wiem, czy będę pisał regularnie. Kiedyś udawało mi się to całkiem nieźle, dzisiaj mam wątpliwości, bo czasu brakuje mi nawet na pisanie dla pieniędzy (za co zresztą bywam karany, kiedy w środku nocy śni mi się goniący mnie deadline).

Zapraszam. Zaglądajcie, rejestrujcie się, komentujcie, piszcie. Niech się dzieje. Zróbmy sobie taką małą wysepkę względnej normalności, rozmawiajmy. Odnoszę wrażenie, że rozmów, dobrych, spokojnych rozmów brakuje dzisiaj najbardziej.