Powrót Gablotki

Zacznijmy od krótkiego wprowadzenia (ktoś z Was czyta wstępy lub wprowadzenia w książkach?!).

Otóż pomysł na Gablotkę wpadł mi do głowy bardzo dawno, domenę zarejestrowałem 31 stycznia 2001. To zawsze miał być osobisty blog, współwymyślony przez Mżonkę. W ciągu tych 12 lat zdarzały się okresy zwiększonej aktywności, ale większą część czasu domena pozostawała prawie nieużywana.

Stare wpisy diabli wzięli przy okazji przeprowadzek między serwerami. Może coś tam zostało na jakimś dysku z kopią zapasową, ale nie mam teraz czasu szukać backupu. Może kiedyś „samo się znajdzie”. Nie chcę rezygnować z domeny, więc logicznie rzecz biorąc powinienem ją jakoś zagospodarować. No więc zagospodarowuję po raz wtóry.

Dlaczego nie dam sobie spokoju i nie pozostanę przy Facebooku albo innym Google+? Z kilku powodów: chcę zachować pełne prawa autorskie do mojej pisaniny oraz ewentualnych fotografii i filmów, chcę mieć kontrolę nad udostępnianymi treściami, chcę mieć możliwość swobodnego pisania bez obawy o zablokowanie konta w ogłaszania „nieprawilnych” (jak to mówią na dzielni) treści. To chyba większość przyczyn, a w każdym razie najważniejsze z nich.

Nie wiem, czy będę pisał regularnie. Kiedyś udawało mi się to całkiem nieźle, dzisiaj mam wątpliwości, bo czasu brakuje mi nawet na pisanie dla pieniędzy (za co zresztą bywam karany, kiedy w środku nocy śni mi się goniący mnie deadline).

Zapraszam. Zaglądajcie, rejestrujcie się, komentujcie, piszcie. Niech się dzieje. Zróbmy sobie taką małą wysepkę względnej normalności, rozmawiajmy. Odnoszę wrażenie, że rozmów, dobrych, spokojnych rozmów brakuje dzisiaj najbardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *