Skip to content

Nie można napisać, że Coca Cola bywa fałszywa

Historia wygrzebana dzisiaj w Internecie (właściwie nie musiałem grzebać, rzucała się w oczy na gazeta.pl). W skrócie: Policja zamyka nielegalną wytwórnię Coca Coli. Ktoś z koncernu kontaktuje się z policjantami i domaga się, żeby w oficjalnych komunikatach nie pojawiła się nazwa marki Coca Cola. Policja nie chce kłopotów, więc układa informacje tak, żeby słowa Coca Cola nie pojawiły się ani razu.

Argumentacja koncernu była prawdopodobnie następująca: my jesteśmy właścicielem marki i my decydujemy, w jakim kontekście nazwa Coca Cola może pojawiać się w mediach.

Czy rzeczywiście? Ja uważam, że to jest chwyt poniżej pasa. Trzymając się tego schematu myślowego można posunąć się do absurdu i zakazać publikacji na przykład takiego zdania: “Coca Cola nie powinna być sprzedawana w szkołach, bo spożywana w dużych ilościach przyczynia się do powstawania otyłości u dzieci”.

Gdzie jest granica wolności słowa? Jaka dawka poprawności politycznej nie fałszuje jeszcze rzeczywistości?

I po SUN-ie.

O tym, że SUN został przejęty przez ORACLE wiadomo nie od dzisiaj. Wiedziałem o tym i ja ale i tak poczułem się dziwnie, kiedy po wpisaniu w przeglądarce www.sun.com zostałem przekierowany… zgadnijcie dokąd? Nie znam warunków umowy pomiędzy obydwiema firmami, ale zakładałem, że marka SUN będzie funkcjonowała samodzielnie. Albo prawie samodzielnie. Szkoda. Ciekawe, jaki wpływ będzie miał ten związek na polskich pracowników SUN-a?

Odpalania na mrozie ciąg dalszy

Nowa centra kręci silnikiem. Przy – 18, z oporami, ale kręci pokonując zgęstniały olej. Inna sprawa, że Fabia trochę oszukuje włączając alarm sugerujący zbyt niski poziom oleju w silniku. Jest dokładnie tyle, ile potrzeba, może nawet odrobinę więcej. Podejrzewam, że jakaś część smarowidła krzepnie i przylega do ścianek, co sprawia, że czujnik pozostaje odsłonięty. A może woda w misce? Pomaga uruchomienie silnika i wytrzymanie kilka minut na wolnych obrotach. Później wyłączenie zapłonu (reset alarmu) i ponowne uruchomienie.

Na marginesie akumulatora

Kupiłem akumulator. Czas był najwyższy, bo substytut rodem z malucha przy porannej temperaturze na poziomie -8 stopni wystartował dziś silnik ostatkiem sił. Później, po rozgrzaniu oleju kręcił bez niespodzianek, ale nie chciałem ryzykować. Wybór padł na Centrę. Nie, żebym był przekonany o jakości, technologii itp. Nie. Chcę się na własnej skórze przekonać, ile warta jest rodzima technologia (o ile Centra jest jeszcze “rodzima” – nie śledziłem zmian własnościowych). Poza tym cena była rozsądna – 304 zł brutto.

Przy okazji pozbywania się starego akumulatora obserwowałem człowieka odbierającego opakowania zwrotne.  Marzłem na sam widok: temperatura -8 albo -10 stopni, gość w przepisowym ubraniu roboczym, pod spodem – na oko – kilka swetrów, na głowie czapka. Pomykał po placyku wózkiem widłowym. Zagadnąłem o kondycję silnika, uruchamianie itp. Nie narzekał, podobno “za drugim razem odpala”.

Miał tylko jedną refleksję: dlaczego nikt nie pomyślał o kupnie wózka w wersji z zamykaną kabiną? Firma, w końcu spora (Selgros),  zastępczo zafundowała pracownikom szczepienia przeciwko grypie. Psiakość, nawet, jeśli są w stanie przekonać PIP, że kabina w takich warunkach pracy jest zbędnym luksusem, to nie o to chodzi. Mogliby docenić faceta, którego mimo zimna stać na uśmiech i uprzejmość w stosunku do klienta.

To ten zakutany w kombinezon magazynier jest “twarzą” Selgrosa. I to dzięki niemu przestałem się wkurzać, że nie omgę wszystkich formalności załatwić w jednym miejscu, tylko muszę objeżdżać budynek do okoła, później jeszcze raz szukać miejsca do parkowania, biegać do kasy ze zwrotami (ale wcześniej do pań, które przygotowują korektę faktury).

Profanacja w prosektorium

Co jakiś czas pojawiają się “newsy” o profanacji zwłok: a to w szpitalu, a to w prosektorium. Na przykład taki materiał. Pijani sanitariusze, zwłoki spadające z wózka, ostatecznie pozostawione na noc w magazynku. Straszne, poniżające, nieludzkie. Zapewne tak, z punktu widzenia rodziny i czytelników.

Tyle, że szpitale i prosektoria żyją swoim życiem, według  niepisanych kodeksów etyki wypracowanych przez pokolenia pracowników.  Być może coś się zmienia, nie wiem. Ostatni raz byłem przy sekcji i w prosektorium w ogóle jakieś 16 lat temu. Był tam pewien oryginał, nazwimy go “pan Kaziu”. Gość świątek i piątek w zimie i w lecie chodził w czarnych, skórzanych spodniach i podobnej kurtce. Zakres obowiązków miał szeroki: przygotowanie zwłok do sekcji, zamukanie ich po wszystkim, osługę chłodni, wydawanie zwłok itd., itp.

Kaziu nie stronił od alkoholu, w ogóle był jakiś taki hmmm mroczny. Wydaje mi się, że na swój sposób szanował zwłoki. Ale był daleki od traktowania umarłych jak żywych. Dla niego zwłoki, to tylko zwłoki. Zwłoki się przewozi, przerzuca na stół sekcyjny, lekarz je otwiera, coś tam dłubie a jego, panakaziowym obowiązkiem jest posprzątać, ot i tyle. Więc sprzątał, a że polegało to na zaszyciu mózgu w jamie brzusznej? Kto by go wkładał do czaszki?…  To nie jest zgodne z zasadami sztuki, bo narządy powinny być umieszczone w miejscu albo przynajmniej w okolicy, z której zostały pobrane ale taka była panakaziowa szara codzienność.

Ta codzienność, to było również zaszywanie płodów z późnych poronień albo wcześniaków w jamie brzusznej przypadkowych zwłok. Coś w końcu musiał z nimi zrobić. Spalarni wtedy nie było. I to też jest naruszenie zasad sztuki i etyki. Ale o etyce panu Kaziowi prawdopodobnie nikt nie wspominał. Pan Kaziu robił co mógł i co potrafił zrobić. I w gruncie rzeczy był przyzwoitym, porządnym facetem wykonującym pracę, która pod budką z piwem kazała mu zajmować miejsce nieco na uboczu.

Większość prosektoriów ma swojego Kazia. Czasem kilku. Pracują od lat, i jakoś się to kręci. Do zwłok mają dystans, na swój sposób są w porządku. Wierzą w to, a nikt z otoczenia nie widzi powodu żeby tą wiarę zachwiać.

Można to zmienić jedynie zmieniając pracowników. Na młodszych, niepijących, dobrze wykształconych i zdecydowanie lepiej opłacanych. I już wiadomo, dlaczego jest, jak jest.