Luzik

Dzisiaj poniedziałek, więc nie będę się rozpisywał. Trzy zdjęcia na dobranoc.

Ja bym tej reklamie nie dowierzał. Jakoś mi się kłóci ze stanem technicznym samochodu.


Wywieszka w toalecie w budynku Urzędu Miasta w Krakowie. Uwaga bardzo na miejscu, rzeczywiście otwierając drzwi można upolować niewinnego petenta.


A to moja ulubiona wywieszka. Toaleta w gabinecie stomatologicznym.

Śpijcie dobrze

Jeszcze o rodzinnej cesarce

Kilka słów o rodzinnym porodzie cięciem cesarskim. Urodziliśmy trójkę dzieci, wszystkie przyszły na świat „na skróty”. Zawsze chciałem w tym uczestniczyć, ale udało się dopiero za trzecim razem.  Jeśli planujecie poród cesarskim cięciem i chcecie rodzić we dwoje, znajdźcie szpital, który się na to zgodzi, warto. A wyglądało to tak…

Czytaj dalej Jeszcze o rodzinnej cesarce

Nieprzesadna higiena szpitalna

W październiku 2017 rodziliśmy Anielkę. Przyszła na świat na skróty: cięciem cesarskim. Tym razem mogłem wejść na salę operacyjną i gorąco polecam to wszystkim ojcom. Przy odrobinie szczęścia można nad parawanem zobaczyć co żona ma w środku. Niestety, rozglądając się po szpitalnych salach można zobaczyć rzeczy, których nie da się „odzobaczyć”.

Czytaj dalej Nieprzesadna higiena szpitalna

Co Wy wiecie o wibratorach?

Każdy mniej więcej wie jak wygląda wibrator: żółty, duży, głośny, potrafi nieźle wstrząsnąć. Używa się go w miejscach ustronnych, dogłębnie bada okolice, do których jest przykładany. Dostarcza bezcennych informacji więc jest wart każdej wydanej na niego złotówki (albo dolara). Dzisiaj na dobranoc trzy zdjęcia wibratora.

Czytaj dalej Co Wy wiecie o wibratorach?

Krzyż dla dwóch

Dzisiaj sprawa, która intryguje mnie od kilku lat. W Wolbromiu, przy drodze 794, tuż za przejazdem kolejowym stoi krzyż. Przejeżdżałem obok niego wiele razy i coś mi się nie zgadzało. Przez dłuższy czas nie zdawałem sobie sprawy co z nim jest nie tak, w końcu obejrzałem go z bliska. Byłem, oględnie mówiąc bardzo zdziwiony. Zobaczcie sami, tak wygląda na pierwszy rzut oka. Nic szczególnego, prawda?

podwójny krzyż w Wolbromiu
Jeśli jednak popatrzycie na krzyż z boku, zobaczycie, że jest inny, niż wszystkie. Jest dwuosobowy.

Zbliżenie dwuosobowego krzyża

Nie wiem, czy fundatorom, twórcy albo lokalnemu proboszczowi przyświecała jakaś szczególna idea. Może chciał, żeby Jezus był dobrze widoczny z jezdni z obu stron, bez względu na kierunek jazdy. Moim skromnym zdaniem wyszło dziwacznie i chyba sprzecznie z nauką kościoła katolickiego. Dwóch Jezusów na jednym krzyżu przywodzi na myśl Światowida a w każdym razie jego uproszczoną wersję (oryginał patrzył czterema twarzami na cztery strony Świata).

Podoba się Wam?

Tyle wolności, ile reklam?

Wirtualna Polska przywitała mnie takim komunikatem:

Nie ma wolności bez reklam?

Fakt, miałem włączonego AdBlocka, ale nie sądziłem, że w ten sposób dokonuję zamachu na wolność polskich mediów. Wiem, na czym polega ten biznes, wiem, że finansowanie prasy z samej sprzedaży dostępu do artykułów jest niemożliwe. A jednak twierdzenie, że oglądanie reklam daje mediom wolność jest przewrotne.

Reklamy nie biorą się z kosmosu, tylko od reklamodawców, a reklamodawcy idą tam, gdzie nikt nie narusza ich interesów. Szanse na duże kontrakty z dużymi reklamodawcami mają redakcje, które nie podejmują kontrowersyjnych tematów, mylą artykuły sponsorowane z obiektywnym dziennikarstwem. Mówiąc wprost: nie podskakują kluczowym klientom.

W polskich warunkach kluczowi klienci to między innymi spółki Skarbu Państwa. Gdzie zamieszczają reklamy? Można się przekonać na każdej stacji benzynowej i w Internecie.

Więc jak to jest z wolnością i reklamami? Nie ma biznesu bez reklam – to prawda. Ale przychody wydawcy nie gwarantują, że zechce skorzystać z wolności, którą teoretycznie dają mu pieniądze z reklam. Śmiem twierdzić, że jest wręcz przeciwnie.

A Wy? Uważacie, że reklamy są fundamentem wolności prasy?

Rajdy dziennikarzy i pilotów

W tak zwanym „poprzednim systemie” wpadano na niegłupie pomysły. Niektóre z nich okazały się ponadczasowe i ponadsystemowe, na przykład Rajd Samolotowy Dziennikarzy i Pilotów. Pod tym hasłem do dzisiaj organizuje się lokalne imprezy, które mają pomóc w popularyzowaniu lotnictwa. Na przykład tą: http://bloggerlotniczy.blogspot.com/2011/09/iv-rajd-dziennikarzy-i-pilotow-1998-r.html albo tą: http://www.lbm.org.pl/blog/ii-zawody-samolotowe-pilotw-i-dziennikarzy-29-300717/

Dobrze byłoby pamiętać, że pomysł ma kilkadziesiąt lat i był z powodzeniem realizowany przez Aeroklub PRL. Dzięki wspólnym lotom dziennikarze piszący o lotnictwie wiedzieli, o czym piszą a lotnicy mieli zagwarantowaną obecność w prasie, radiu i telewizji. Punkty decydujące o miejscu załogi w klasyfikacji przyznawano za wykonywanie zadań lotniczych i za ocenę reportażu napisanego lub nagranego przez dziennikarza.

Tutaj macie plakietkę z III rajdu, który zorganizowano w 1964 roku (mam w domu jeszcze jedną, bodajże z 1967 – zdjęcie dodam jutro).

plakietka III Rajdu Dziennikarzy i Pilotów

A tutaj reportaż z takiej imprezy:

Jest też wzmianka prasowa z archiwum Przekroju.

Powrót do korzeni – technika lampowa

Przed laty dostałem nadajnik krótkofalowy FL100B wyprodukowany przez japońską firmę Yaesu, prawdopodobnie w 1964 roku. Mój egzemplarz ma numer seryjny 511336 i jest zachowany w przyzwoitym stanie, chociaż był naprawiany albo modyfikowany.

Dzisiaj po raz pierwszy od mniej więcej 10 lat podłączyłem go do prądu. Wszystkie lampy się żarzą, ale nie wiem, czy urządzenie jest sprawne. Od dawna obiecywałem sobie, że ściągnę dokumentację serwisową i spróbuję go uruchomić i zestroić. Może uda się w 2018?

Dzisiaj dzielę się zdjęciami (zrobionymi smartfonem, w ciemnym pokoju). Mam sentyment do urządzeń lampowych, bo kiedy zaczynałem się uczyć elektroniki w okolicach roku 1997 – 1998 było ich jeszcze całkiem sporo, zwłaszcza wśród urządzeń używanych przez krótkofalowców.

Panel czołowy wygląda tak:

Po wyjęciu chassis z obudowy od góry widzimy lampy (zdjąłem z nich metalowe ekrany):

Od spodu jest większe zamieszanie:

A teraz góra po włączeniu zasilania:

Stajnia Augiasza

Nie wiem, ilu rodziców zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda system edukacji w Polsce. Nie szkoła, tylko system: z regulacjami prawnymi, uwarunkowaniami ekonomicznymi, politycznym zaangażowaniem, kształceniem nauczycieli, doskonaleniem umiejętności zawodowych. Zakładam, że jest do dość wąskie grono a spory odsetek wśród „świadomych rodziców” stanowią nauczyciele, których potomstwo akurat jest w wieku szkolnym.

Piszę to po trzygodzinnym szkoleniu na temat oceniania w szkole. Szkoleniu, z którego nie wyniosłem żadnych korzyści, może poza wzrostem świadomości w zakresie bałaganu w polskiej oświacie. Dzisiaj tylko o tym wspominam, za chwilę północ, a ja mam jeszcze co najmniej dwie godziny pisania. W miarę możliwości będę podrzucał „perełki” z własnego i cudzych podwórek. Tak w ramach wzmacniania społecznej świadomości…

Wrastanie w nowe miejsce

Od września przenieśliśmy się poza Kraków, mamy nadzieję, że na stałe. Moim zdaniem było warto: cisza, spokój, czyste powietrze, zupełnie inny zakres domowych obowiązków (doszło rąbanie drewna, odśnieżanie, grabienie, koszenie i inne, równie przyjemne i odświeżające).

Gdybyście planowali podobną zmianę, mam kilka nieśmiałych sugestii. Dzisiaj pierwsza: nie da się żyć okrakiem pomiędzy wsią i miastem. Jeśli masz dzieci, przenieś je do wiejskiej szkoły. Pracy pewnie na zawołanie nie zmienisz, ale pomyśl o tym w jakiejś rozsądnej perspektywie.

Dowiedz się, gdzie w okolicy są solidni: elektryk, hydraulik, mechanik samochodowy, wulkanizator, kominiarz, lekarz. Zrób rozpoznanie pobliskich sklepików, przy czym niech „pobliski” oznacza „znajdujący się w którejś z 5 – 10 najbliższych miejscowości. Poszukaj sklepów na miejscu. jazda do miasta kiedy potrzebujesz kupić kilogram gwoździ albo łopatę do śniegu nie ma sensu.

Rozmawiaj z sąsiadami, pytaj ich o wszystko, pomagaj w miarę możliwości. Nie pozwól lokalnemu proboszczowi, żeby wszedł Ci na głowę. Nie ulegaj próbom wymuszenia zmiany stylu życia.

Na dzisiaj tyle.