Jeśli ludziom nie podoba się ACTA – a nie podoba się, co widać i słychać również na ulicach – to może w końcu zrozumieją, że sami zafundowali sobie siłę, która może skłniać rządy państw do podpisywania umów godzących w prywatność obywateli.
Jestem ciekaw, ilu demonstrantów miało na sobie markowe ciuchy? Ilu gra na Playstation, Xboxie, używa systemów Microsoftu na domowych komputerach, kupuje płyty wydawane przez Sony Music? Nie byłoby ACTA bez korporacji. Nie byłoby korporacji bez owczego pędu mas, które są święcie przekonane, że koszulka z logo Adidasa czy Nika jest nieporównywalnie lepsza od koszulki uszytej w zakładzie krawieckim dwie przecznice od ich domu.
Rzeczywiście, kupując laptopa możemy w gruncie rzeczy wybierać którą korporację poprzeć. Nie możemy wybrać sprzętu wyprodukowanego przez średniej wielkości zakład bo takich już nie ma. Ale to stało się z jakiegoś powodu. Głosowaliśmy w sklepach wydając ciężką kasę na cool produkty. A że są cool dowiedzieliśmy się od marketingowców producenta i nie wzbudziło to naszej niechęci ani oporu. Cool, to cool.
O dziwo, nie uwierzyliśmy (na razie), że ACTA jest cool. Ale agencje na pewno nad tym popracują.
Premier ogłosił, że Polska podpisze ACTA ale przepisy wykonawcze będą szanowały prywatność Internautów. Taki troszkę oksymoron. Nie wierzę w szczerość intencji Tuska ani w to, że w Polsce może powstać sensowne prawo godzące ogień z wodą. To znaczy restrykcje wprowadzone przez ACTA z przywiązaniem Internautów do wolności i anonimowości.
Jestem ciekaw, jaki będzie następny ruch Anonymous. Zaczynam im kibicować bo moim zdaniem podpisanie ACTA to początek większej szopki. Premier chciał pokazać, że potrafi oprzeć się rządaniom Anonimowych. Wątpię, czy będzie chciał udowodnić, że poradzi sobie z naciskami koncernów domagających się realizacji tego, do czego ich zdaniem ACTA zobowiąże Polskę.
Nie lubię koncernów, nie znoszę zakazów, wierzę w zdrowy rozsądek, umiar i wolność, nawet, jeśli sięgając po nią trzeba czasami złamać prawo. Prawo ma chronić ludzi, nie interesy międzynarodowych molochów. Ludzie to czują więc nadal będą hakować playstation, udowadniać słabość szyfrowania GSM itd. W końcu odkryją oczywistą oczywistość i wykończą koncerny rezygnując z zakupów. Być może obudzą się też twórcy i stworzą swój własny, bezpośredni, niezależny od dystrybutorów system sprzedaży utworów. I to będzie kropka nad i.
Porywająca batalia: anonimowi kontra rząd trwa. Znonwu ataki DDOS, cele w zasadzie bez zmian. Podobno dzielnie broni się MON i ABW, Sejm leży, witryna ministra Boniego nietknięta. W gruncie rzeczy to są niegroźne przepychanki mające wywołać dyskusję na temat ACTA. Z drugiej strony zamieszanie sprzyja poważniejszym działaniom. Być może w czasie kiedy informatycy dotkniętych instytucji głowią się jak zwiększyć wydajność serwerów i przepustowość łączy ktoś od Anonimowych albo jakiś nie związany z nimi aktyw maca rządowe serwery znacznie głębiej.
Nie zdziwię się, jeśli za tydzień, miesiąc, pół roku ktoś objawi światu prawdę ukrytą w skopiowanych przy okazji dokumentach. Teoretycznie powinno to być mało prawdopodobne. Strony www są albo powinny być utrzymywane na wydzielonych serwerac nie mających dostępu do sieci właściciela. Przypuszczam, że często są to serwery zewnętrznych firm dedykowane na potrzeby konkretnego urzędu czy ministerstwa. A jednak… nigdy nie wiadomo, kto, co i gdzie trzyma.
Muszę przyznać, że czuję do grupy Anonymous pewną sympatię, między innymi dlatego, że znają granice. Nie idą na całość, nie niszczą witryn – DDOS jest uciążliwy ale wybór tej formy ataku oznacza, że nie mają zamiaru iść na całość (przynajmniej na razie). Zakładam, że są wśród nich ludzie, którzy potrafią znacznie więcej, chociaż nie mam pojęcia ile. Może za jakiś czas się przekonamy bo nie wydaje mi się, żebyni stąd ni zowąd ACTA odeszła w niepamięć.
Rzecznik zaprzecza jakoby… wyjątkowo niewdzięczna fucha. Dziennikarz może pytać o to, co jego zdaniem jest problemem. Rzecznik musi wszem i wobec rozgłaszać prawdy przekazane przez szefów nawet jeśli sam jest przekonany, że prawdy w tych prawdach zbyt wiele nie ma.
Jeśli dla rzecznika rządu obezwładnienie oficjalnych stron w domenie gov.pl nie jest atakiem tylko wynikiem nagłego wzrostu popularności, to rzecznikowi w głębi duszy musi być bardzo głupio i wstyd. Bo myślę, że rzecznikowi nie jest obce następujące rozumowanie: istotą ataku jest wyrządzenie szkody, brak dostępu do strony Sejmu niewątpliwie jest szkodą, podobnie, jak brak dostępu do strony rzecznika i wielu innych stron. I nie jest ważne, czy ktoś dostał się do serwera i zniszczył pliki – jeśli administrator dba o kopie zapasowe takie włamanie nie przyniosłoby widocznego efektu, w każdym razie nie dłuższy, niż kilkugodzinny. Tymczasem serwery w gov.pl wylegują się już od dawna.
To jak to jest? Był atak, czy nie? Udał się, czy się nie udał? Ciekawe, czy ABW zgadza się ze stanowiskiem rzecznika.
Zawiozłem dzisiaj turystów do Oświęcimia. Po wizycie w muzeum pojechaliśmy do Brzezinki. Za każdym razem wracam stamtąd zdziwiony. Na przykład tym, że za nic nie da się utwardzić nawierzchni parkingu przy drodze. Widać błoto musi być, ale nie o tym chciałem pisać.
Obóz ma status muzeum i jak w każdym muzeum można spotkać setki fotografujących: druty, wieżyczki strażników, baraki, krematoria, bocznicę – ludzie dokumentują na własny użytek to, co mogą obejrzeć w albumach. W porządku.
Są tacy, którzy chcą sobie strzelić fotkę w obozie żeby udowodnić „byłem, zobaczyłem”. Zdarza się.
Dzisiaj widziałem występ trzeciej kategorii. Do ogrodzenia podjechał SUV (właściwie SUVik), wyskoczyły z niego dwie blond panny w nastrojach szampańskich i kierowca płci męskiej. Towarzystwo urządziło sobie krótką, ale radosną sesję fotograficzną przy drutach. Były buziaczki, czułe uściski, przekomarzanie, jedna z dziewczyn próbowała zapozować na masce samochodu ale chyba nie potrafiła podnieść nogi wystarczająco wysoko.
Przyznam, że mam z tym pewien problem. Nie potrafię zrozumieć tego co widziałem. Komu można pokazać takie zdjęcie? I po co? Żeby powiedzieć: widziałem jedno ze straszniejszych miejsc na świecie ale to pikuś w porównaniu z laską, z którą chodzę?

Niedawno zakończył się remont dworca w Przemyślu. Trzeba przyznać, że robi wrażenie. Zdjęcia można zobaczyć na przykład tutaj. Pierwsza refleksja, jaka mi się nasunęła brzmiała „jak długo wytrzyma w takim stanie?”. Wandali i miłośników bazgrania po murach nie brakuje.
Druga refleksja jest nieco głębsza. Popatrzcie, jaki piękny a to przecież tylko dworzec… zaledwie początek wizyty. Jeśli będziecie przejazdem w Przemyślu wyjdźcie z dworca ale w drzwiach obowiązkowo włączcie wyobraźnię. Przejdźcie się ulicami: Mickiewicza, Dworskiego, Franciszkańską, Kazimierzowską, Jagiellońską, Słowackiego, Smolki… Trzymajcie głowy wysoko, oglądajcie budynki powyżej parteru i wyobrażajcie sobie, że jakimś cudem liszaje odpadającego tynku znikają i zastępuje je gładziutka elewacja, jak ta na dworcu.
Wiem, że kapitalny remont Przemyśla można włożyć między bajki – teraz liczy się powierzchnia handlowa w galeriach. Ale gdyby tak… jakimś cudem… Uwierzcie, utknęlibyście w Przemyślu na długo. Miasto chwali się katedrą, kościołami, seminarium. Fakt, są, może nawet jest ich zbyt wiele jak na potrzeby mieszkańców. Te zabytkowe – piękne, nowe – jakby to ująć… są nowe. Ale najbardziej odpicowane prezbiterium nie zastąpi klimatu przemyskich uliczek, pokoszarowych budynków po dawnej JW1035 i jeszcze dawniejszych kawaleryjskich stajniach przy Słowackiego, takich miejsc są setki.
Dzisiaj można je wyłuskiwać pomagając sobie wyobraźnią. Jutro… może znikną wyburzone, bezmyślnie przebudowane, zamknięte dla przechodniów ogrodzeniami postawionymi przez nowych właścicieli. Pośpieszcie się, wyjdźcie z dworca.
Wypatrzyłem ogłoszenie o pracy w pewnej przemyskiej firmie informatycznej poszukującej programistów. Brzmiało sympatycznie – mały zespół, ciekawe zlecenia i – uwaga, uwaga! – płace „na poziomie warszawskim”. Przed chwilą rozmawiałem z szefem firmy. Długo nie pogadaliśmy:
- czy wiem, że praca jest w Przemyślu? Tak, i rozważam przenosiny.
- Jakie są moje oczekiwania finansowe? Pomny na deklarację „warszawskości” i wymagane doświadczenie rzuciłem 5 tys. netto i usłyszałem „do widzenia”.
Co region, to zwyczaje, tylko po co narzekać w prasie, że firma chce dobrze zapłacić ale brakuje jej doświadczonych kandydatów, mających pojęcie o czymś więcej, niż uczelniana teoria? Ja wiem, że Przemyśl to nie Warszawa ale może właśnie dlatego potrzebne są duże pieniądze, żeby przekonać potencjalnych pracowników, że warto zostać w Przemyślu albo do niego wrócić?
Taka ciekawostka z pogranicza religii i resocjalizacji.
W czwartek 20 października 2011r. odbyły się uroczystości związane z wprowadzeniem relikwii Jana Pawła II do kaplicy więziennej w Zakładzie Karnym w Nowym Sączu.
Ciekawe, czy mają jakiś pomysł na wykorzystanie relikwii w procesie resocjalizacji. A może mają już jakieś efekty? Pytanie stawiam bez złośliwości, (no, może z lekkim przymróżeniem oka) statystycznie rzecz biorąc większość osadzonych powinna być katolikami, może fakt umieszczenia włosów papieża w kaplicy ma dla nich znaczenie.
Podobno rosyjska prokuratura sabotuje (cokolwiek to w ich wydaniu oznacza) ekstradycję zatrzymanego w Zakopanem Ignatienki do Moskwy. Podobno obawiają się, że wsypie kolegów. To dobrze. Gdyby nasze Orły z ABW zakręciły się koło niechcianego prokuratora i uważnie wysłuchały jego opowieści, może dostaliby do ręki amunicję którą dałoby się wykorzystać w zakulisowych kontaktach z Rosjanami.
A Ignatienko? Chciałoby się powiedzieć: zwolnić, skoro go nie chcą. Tyle, że oni go prawdopodobnie chcą, ale nieżywego. Nie zdziwiłbym się, gdyby prokurator przepadł bez wieści w czasie nie dłuższym, niż 72 godziny od opuszczenia aresztu w Polsce.
Dla ABW to niezła wprawka bo pewnie osłaniają teraz Ignatienkę (podobno siedzi w Nowym Sączu) szukając oznak obecności ewentualnych egzekutorów. Gdyby ktoś miał na niego dybać to pewnie musiałby sobie zapewnić łączność z Rosją. Przez ambasadę raczej nie, bo ryzyko kompromitacji jest zbyt duże. A więc innym, bezpośredni kanał. Telefon, Internet, radio na falach krótkich, telefon satelitarny?
Naiwna kolejowa zagadka: dlaczego Czesi myją i odnawiają swoje elektrowozy?
